Agusia, Anulka i Ziuzia
RSS
środa, 30 listopada 2011

- Mamo, mogę pożyczyć twój stanik? - usłyszałam podekscytowany głos Ani, choć byłam pewna, że to pytanie usłyszę dopiero za co najmniej 10 lat.

- A po co ci stanik?

- Bo syrenki muszą mieć stanik...

- Acha, to pożycz - odpowiedziałam, mając w planach sensacyjne zdjęcia.

Po chwili z sypialni cała trójca zajęła się wybieraniem bielizny dla syrenki.

- Nie, ten za czarny...

- A nie chcesz takiego? Z zapięciem z przodu?

- E, nie, chyba nie...

- Dobra, ten może być.

- Nie za biały? Wygląda jak na suknię ślubną.

- Może być. Mamo!!! Możemy ten biały??

Mogły.

Po chwili Ania siedziała już w staniku na piżamie, z nogami obwiązanymi chustkami na stosie poduszek. Domagała się przy tym zmoczenia ogona, bo ogon syrenki powinien być mokry...

A co robi Syrenka?

- Siedzi na skale tylko i nic nie robi.

Zamiast Andrzejek mieliśmy dziś Dzień Syrenki. Od samiutkiego ranka. Ania wyciągnęła nas nawet na zakupy. W każdym sklepie pytała, czy jest strój syrenki. Niestety, nie było. Siostra musiała jej więc zrobić własną stylizację.

Jak Ania nie znajdzie bogatego księcia-sponsora to ciężko jej będzie.

20:23, catarina78
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011

Wakacje zakończyły się zdecydowanie za szybko i tylko Aga nie mogła się doczekać 1 września, który przyniósł nam szkołę, grupę starszaków i żłobek. Wszystko na raz.

Podczas wakacyjnej nieobecności Ani, Agnieszka zaprzyjaźniła się z sąsiadami - dziewięciolatkiem i siedmiolatką. Zaiskrzyło między tą trójką i to bardzo. Przekonałam się o tym podczas powrotu ze szkoły, gdy usłyszałam:

- Mamo, Julka juz nie chce być z Norbertem.

- Dlaczego? - zapytałam, wiedząc, że Adze Norbert bardzo się podoba, bo na jego widok zaczyna skakać, błyszczą jej oczy, a na policzkach pojawia się rumieniec.

- Bo on ją wykorzystuje...

Przełknęłam ślinę. Cóż, dziewięciolatek...

- Jak to?

- Każe jej robić różne rzeczy...

- ???

- Przynosić zabawki, podawać coś...

Uff, odetchnęłam z ulgą. Niewiniątka.

Wracając do domu, Norbert akurat wychodził z mieszkania i od razu pochwalił się Agnieszce:

- Zaprosiłem dziś do siebie Julkę!!

Aga przełknęła to dzielnie, ale jak tylko weszłyśmy na górę, wpadła w rozpacz. Nawet napisała na kartce: Norbert zaprosił Julke. Płakała pół godziny, aż wreszcie udało mi się z nią porozmawiać.

- Przecież Julka zaprosiła dziś Ciebie do siebie, więc jak może iść do Norberta? Pewnie powiedział tak specjalnie, żeby sprawdzić twoją reakcję...

Jakoś dała się przekonać, tym bardziej, że po chwili usłyszeliśmy, jak Norbi wrzeszczy pod balkonem:

- Aaaaagaaaa, chodź na dwór!!

Ania była szybsza:

- Aga nie może teraz, bo ryczy!!

Czym wprawiła moją latorośl w jeszcze większą rozpacz.

Norbi przyszedł więc po nią, ale nie chciała go widzieć. Poszła do Julki. Wypłakać się?

Po jakimś czasie dopiero widziałam całą trójkę razem. Zgodnie bawiących się piłką. Z tym, że Julka musiała im ją podawać...

10:44, catarina78
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011

żywa reklama...

"troszkę" padało..

...ale przejechali, opryskali i tyle ich widzieliśmy, na szczęście wrócili na kolejne okrążenia...

Dziedziczki poważnie zainteresowały się kolarstwem, Aga nauczyła się jeździć na dwóch kółkach :)

17:58, catarina78
Link Dodaj komentarz »

O pogodzie wspominać nie będziemy. Oto kilka zdjęć z krótkich wakacyjnych przygód dziedziczkowych:

 

 

 

17:38, catarina78
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 czerwca 2011

A miało być tak pięknie: dziedziczki na wakacjach, a my... nadrabiamy, nadpracowujemy, zarabiamy.

Tymczasem Dziadkowie zmuszeni zostali przywieźć dziedziczki od Małysza z powrotem do domu. Diagnoza: zapalenie oskrzeli u średniej. Pożegnanie z Wisłą.

Dziedziczki wróciły zatem, mówią do mnie "babciu" (jakże łatwo sie zapomina...), Zuzia przeszczęśliwa, wyściskała się z Anią, za którą najbardziej tęskniła. I teraz siedzą wszystkie 3 przy stoliczku i rysują, rysują, rysują. Wspomnienia z wakacji.

A już zaczęłam sie cieszyć, że czerwiec się kończy, a my zdrowi. Rok temu wakacje pokrzyżowała nam różyczka, a dwa lata temu ospa. No to mamy. Zapalenie oskrzeli.

Zaradna mama zrezygnowała profilaktycznie z jakichkolwiek planów wyjazdowych, przejrzała oferty okolicznych domów kultury i już ma grafik na całe wakacje. Albo raczej ewakacje (w sensie ewakuacji z właściwych wakacji). Blisko domu, lekarzy, nagłych przypadków, wszystko pod ścisłą kontrolą. Ciekawe, co się uda, a co nie...

 

14:09, catarina78
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 czerwca 2011

Zaczęło się tradycyjnie - od poloneza, potem okolicznościowe wiersze, piosenki w stylu: żegnajcie przyjaciele, spędziliśmy tu wiele lat, nie zobaczymy się więcej, będziemy wspominać, może jeszcze kiedyś się spotkamy, łza się w oku kręci, panie kucharki były wspaniałe, pani dyrektor cudowna, panie nasze jak drugie mamy...

Na koniec części artystycznej odbyło się rozdanie dyplomów i zdjęć w togach. Potem było przyjęcie dla absolwentów, na które oczywiście Ania (choć z innnej grupy) się wkręciła...

Wzruszeniom nie było końca, aż boję się pomyśleć, co będzie na koniec podstawówki... ;)

09:34, catarina78
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 maja 2011

W ramach dziedziczenia po rodzicach Aga zajęła się ostatnio projektowaniem w Photoszopie, a oto jej pierwsze dzieło wykonane w tymże:

 

12:28, catarina78
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2011

Anulka z racji zielono-fioletowego lima na oku oraz obietnicy, że pościeli sama łóżko, nie poszła dziś do przedszkola.

Po śniadaniu włączyły sobie z Zuzią Jedynkowe Przedszkole. Zanim jednak program się zaczął, była seria "neklam".

- Mamo, mamo, mamo, chodź szybko! - krzyczy podekscytowana Ania.

- Co się stało?

- Będzie szit na sobotę!! Oglądamy??!!

09:12, catarina78
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 maja 2011

Powrót z przedszkola zajął nam dziś dwie godziny. Przy czym dorosłej osobie (bez trójki dzieci) trasa ta zajmuje maksymalnie dziesięć minut...

Największym wyzwaniem strategicznym jest najczęściej wizyta w Biedronce w towarzystwie trzech łakomych Dziedziczek. Najmłodsza zwykle siedzi grzecznie w wózku, najstarsza stara się pokazać jak bardzo jest grzeczna, gdyż liczy na spełnienie prośby pod tytułem: "Mamo, kupisz mi loda?" Za to średnia... ach, ta średnia. Dziś spadła w przedszkolu ze schodów i nabiła sobie limo pod okiem, bo biegła do mamy... A w sklepach interesuje ją wszystko, wszystko musi przejrzeć, dotknąć, zobaczyć, jest przy tym przekonana, że wszystko niemalże jest za darmo i pani na pewno jej coś da (w większości przypadków wychodzi z jakimś gratisem).

Dziś zainteresował ją Pan Kasjer. Chłopak z kolczykiem w brwi.

- Mamo, cziemu ten pan ma guzki na oku? - zapytała Ania przy kasie teatralnym szeptem.

- Nie wiem - odpowiadam, próbując stłumić śmiech. - Sama go o to zapytaj...

Więc Ania, niewiele myśląc, pyta:

- Cziemu pan ma takie guziki na oku?

- To są kolczyki - odpowiada kasjer.

- Ale kolcziki są dla dziewczynów, nie dla chłopaków! - komentuje Ania trymfalnie.

- Yyy - Pan się zapłonił.

- A takie lima pod okiem zwykle mają chłopcy, a nie dziewczynki... - ratuję sytuację.

- Bystra dziewczynka - mówi kasjer, widząc Anię odblokowującą bramkę. - Nawet dorośli nie potrafią tego odblokować...

No, tak, bystra.

20:49, catarina78
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 maja 2011

Tydzień temu padał śnieg, a tu lato w pełni, więc korzystamy, codziennie po przedszkolu inna wycieczka.

W poniedziałek - rowery i puszczanie latawca. Tata Amelki, koleżanki Agnieszki przewiózł Anię na swoim motorze. Widok miny Anulki, spełniającej swoje największe marzenie - bezcenny!

- Mamo, kupisz mi taki motor na urodziny? - zapytała z bananem na buzi.

- Pewnie, ale dopiero na dwudzieste...

- Dobra!

No i ok : )

Wtorek - szaleństwa na placu zabaw. I znowu Ania zabłysnęła: spacerowała sobie z niejakim Konradkiem za rączkę. Aż zainteresował się tym dziadek narzeczonego... Ania przedstawiła mi wreszcie swojego pierwszego chłopaka. A jego dziadek wyznał, że Konradek w domu opowiada tylko o Ani. A więc miłość...

W środę - nerwówka. Rodził się kuzynek dziedziczek, nota bene, Konradek. Urodził się z sukcesem. I już jest. Malutki taki : )

W lokalnej gazecie pojawił się artykuł z wywiadem z dziećmi z naszego przedszkola. Wystąpiła gwiazda Oliwka i trzech chłopaków. Oczywiście Aga - nie. Pytanie było: Kto to jest kolarz? Koleżanka Agi, Amelka odpowiedziała, że to pan, który robi colę, a Aga twardo przyjęła postawę braku odpowiedzi. No, to już wiemy, dlaczego dziewczyny nie trafiły do gazety. Jakby nie mogli zapytać o ramówkę Minimini...

Zabrałam też dziedziczki do biblioteki. Na widok liczby książek w dziale dziecięcym Agnieszka postanowiła jak najszybciej nauczyć się czytać... Dobre i to. Wspomninałam, że jej kolega z grupy nie tylko płynnie czyta, ale i zna nuty? Rodzicielskie ambicje są mocno zagrożone...

 

09:28, catarina78
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 kwietnia 2011

Przy kolacji, jak zwykle dziedziczki zażądały keczupu. Po chwili Aga krzyczy:

- No nie! Uplamiłam się keczupem!

- Na łydce?! Jak to możliwe?! Wiesz, że keczup się nie spierze? - straszy mama.

- No to wyplamiaczem to zrobisz...

No jasne, na wszystko jest sposób.

Wcześniej Ania z lubością przymierzała mamowy biustonosz. Zakładała go do góry nogami i paradowała, dumnie prezentując swoje "cycoszki".

- Możesz to wreszcie odłożyć?

- Ale Kopciuszki nie odkłażają...

Bo zgodnie z teorią Anulki, która utożsamia się z Kopciuszkiem, ale wybiórczo, bez wydarzeń sprzed poznania Księcia, kopciuszki nie sprzątają, a jedynie przebierają sie na bale, co Ania z zapałem uprawia.

Dziś na przykład zaprezentowała swój "tatuażyk" wykonany metodą długopis na skórze. Ciężkozmywalny, ale niezwykle efektowny.

Aż dotarła do nas wizja, jak to za dziesięc lat Ania przychodzi do domu z prawdziwym "tatuażykiem", a na pytanie skąd go ma, odpowiada swoje ulubione: "Nie wiem", albo: "Zuzia mi kazała..."

19:52, catarina78
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 marca 2011

Kilka zdjęć z Psotnikowa:

Pyszny Torcik w wykonaniu Cioci Marty...

- Niezła imprezka, co? Jak myślisz?

- Nie wiem, jeszcze się zastanawiam...

Ile dzieci zmieści się na raz w jednym domku?

Motoryzacyjny outsider...

12:57, catarina78
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 marca 2011

I zaczęły się. Problemy wychowawcze. Tak zwane.

Agnieszka próbuje na nas nową umiejętność - kłamanie. Niestety (dla niej oczywiście), nie daję się nabrać. Wścieka się więc. Wczoraj doniosła na Anię, że popisała ścianę, podczas gdy Ania o niczym nie wiedziała. Sprawczynią popisania była sama donosicielka.

Z Anią też nie jest lekko. Wieczorem któregoś dnia, gdy miały już spać, slyszymy donos:

- Ania powiedziała brzydkie słowa!!

- Jakie? - pytamy, jak to rodzice.

- Nie mogę powiedzieć - odpowiada Aga, zadowolona, że zrobiła na nas wrażenie. - Ale brzydkie, słyszałam je na jedynce w jednym filmie kiedyś...

O, robi się gorąco... Słownictwo filmowe nie należy do klasycznej polszczyzny, choć staramy się, by nie oglądały rzeczy "nie dla dzieci".

- Jakie to słowo? - pytamy jednak, ciekawość silniejsza...

- Nie mogę powiedzieć. Ale jest na "R".

- Na "R"?? - No, to nas zbiło z tropu. Jakie może być "brzydkie słowo" na "r".

- Dobra, Aga, powiedz.

- Ale nie będziecie źli?

- Nie będziemy, jak tylko nie będziesz tego później powtarzać...

- No, dobra, Anka powiedziała do mnie: Rusz się, cholelo!

Z trudem powstrzymaliśmy wybuch śmiechu, bo to nie wychowawcze. Ania dostała pogadankę, która standardowo po niej spłynęła, bo na koniec zapytała, czy dostanie teraz kakałko.

Czas zaopatrzyć się w jakiś podręcznik wychowania nastolatek, bo czasem wydaje się, że mają po kilkanaście już lat.

17:55, catarina78
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 lutego 2011

Jakiś taki niepokój i bunt czułam w piątkowy wieczór, postanowiłam wyrazić to werbalnie:

- Mam dosyć! Jest piątkowy wieczór. Muszę gdzieć wyjść, zaszaleć.

Na to odzywa się moja pierworodna:

- No to wyjdź sobie, mamo, na balkon w krótkim rękawku i krótkich spodenkach...

No, tak, to też jakiś rodzaj szaleństwa przy minus 5 na termometrze.

18:50, catarina78
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 stycznia 2011

Jedziemy samochodem do babci. Dziewczyny siedzą z tyłu grzecznie w fotelikach, obserwując świat za oknami.

Nagle odzywa się Ania:

- Mamo! Tato! To plawdziwy skandał!

- Co?!

- Skandał. Ktoś zdebastował naszy klac zabaw!

No, to się nadaje do prasy. To plawdziwy skandał!

17:41, catarina78
Link Dodaj komentarz »

Dziewczyny bawiły się dziś tradycyjnie wszystkim. Zabawa polega na wywaleniu wszystkich zabawek i siedzieniu wśród nich na podłodze w pokoju. Wśród zabawek było między innymi: pięć lalek Barbie, jedna tania podróbka Kena (dla równowagi i na wszelki wypadek zakupiona po tym, jak dwie lalki Barbie zaczęły tańczyć ze sobą i obie były mamami jednej córeczki...), a także dwa dinozaury i stos innych rzeczy trudniejszych do zakwalifikowania.

- Mój dinozaurek jest samiczką - oświadczyła w pewnym momencie Agnieszka.

- O, to mój będzie samiczkiem! - krzyczy radośnie Ania.

- Nie może być samiczkiem, bo mój jest samiczką! - rozpoczyna kłótnię Aga.

- Nieprawda. To samiczek! Zobacz. Widzisz! - Ania jest bliska łez i szlochu. - Maaaamooo! mój dinoziaur jest samiczkiem?

Hmm, jest czy nie jest?

- Samcem. Samcem, nie samiczkiem - mówi mama z wyżyn swego autorytetu.

- No, widzisz. To samiczek, a nie samiczka - potwierdza Agnieszka i znów jest wszystko dobrze.

Tak to już jest między dziewczynami...

Zastanawia tylko, gdzie Anula widziała te znamienne cechy płciowe każące z kawałka gumy uczynić samiczka...

17:38, catarina78
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18